news

SMAR SW Jarocin 93 - Cały świat to ONI - gazeta wyborcza

Cały świat to ONI

Jesteś wolny możesz wybierać: Chcesz stać, uciekać, Żyć czy umierać? - napisał na swojej skórzanej kurtce siedemnastoletni Gizmo z Torunia, uczestnik zakończonego wczoraj nad ranem festiwalu rockowego w Jarocinie.

Gizmo (to pseudonim, ale w Jarocinie mało kto przedstawia się imieniem i nazwiskiem) siedzi na środku boiska, na którym odbywa się koncert. Proszę, żeby wytłumaczył mi napis na swojej kurtce. - Jak ktoś się całkowicie podda, to tak jakby umarł. Tchórze uciekają. Kto się stawia, ten stoi i może naprawdę żyć. Żeby żyć trzeba polegać tylko na sobie. - odpowiada Gizmo. Chodzi do III klasy technikum elektrycznego. Pytam go o szkołę. - Tam dowiem się tylko o rzeczach zawodowych. Życia nauczę się od innych ludzi, takich jak ja - odpowiada.

Nie wiem, czy kilka godzin po tej rozmowie Gizmo - razem z takimi jak on - okładał się sztachetami z ochroniarzami festiwalu. Czy raczej wściekał się, że demolka sprzętu przerwie koncert?

"Ta młodzież nie może przejąć przeszłości po starszym pokoleniu. Może jedynie zdyskredytować obecne działanie starszych. Przeszłość jest dla nich olbrzymim, niewytłumaczalnym rozczarowaniem i zawodem." - pisała przed półwiekiem amerykańska badaczka kultury Margaret Mead i słowa te zyskują nieoczekiwaną aktualność w postkomunistycznej Polsce. Mead opisuje trzy typy kultur - takie, w których dorastający człowiek identyfikuje się z tradycją; takie, w których utożsamia się ze swoim pokoleniem; i wreszcie takie, w których nastawia się on nie tyle na przyszłość, ile na "budowanie przyszłości już dziś".

Właśnie w Jarocinie starałem się zobaczyć, jaki wybór stoi przed młodymi ludźmi, przed całym pokoleniem. Jak mówi Tomek Lipiński z Brygady Kryzys, przyjeżdża tam "najbardziej dynamiczna, poszukująca część młodzieży". Dlaczego niektórzy z nich wybrali konfrontację z policją i ochroniarzami, a wreszcie zdemolowanie Małej Sceny? Czy wchodząc razem ze swoimi rówieśnikami w dorosłe życie będą wybierali przemoc i agresję? Jak mogą odnaleźć inne drogi?

Młodzi ludzie chcą wszystko zrobić sami. Na samym początku festiwalu młody zespół Ga Ga rzuca hasło, które będzie potem towarzyszyło całej imprezie - "Nasz festiwal". Te dwa słowa skanduje z wokalistą kilka tysięcy ludzi na widowni.

Nie będę tym, kim chciałbym być

- Ostatnie wielkie badania młodzieży przeprowadzone rok temu przez CBOS pokazują, że z jednej strony młodzież nie uznaje autorytetów, a z drugiej jest silnie przywiązana do takich tradycyjnych wartości, jak dom, praca, spokojne życie - mówi dr Mirosław Pęczak, socjolog, znawca subkultur.

W dzień ludzie w Jarocinie polegują pod drzewami, przesiadują na ławkach czekając na wieczorny koncert. Podchodzę do dwóch zwyczajnie wyglądających, prawdopodobnie szesnastoletnich dziewczyn. Zadaję każdej z nich dwa pytania: kim zostaniesz w życiu, kim chciałabyś zostać.

- Na pewno nie zostanę tym kim chciałabym być - odpowiada Magda spod Elbląga - kiedyś marzyłam, żeby być architektem albo archeologiem.

- Pójście do ogolniaka to właściwie odłożenie decyzji na cztery lata. Obawiam się ,że potem będę bezrobotna - dodaje Ulka z Fromborka.

Idę z tymi pytaniami w stronę punkowej załogi. Tylko jedna dziewczyna wierzy, że jej marzenia się spełnią: - Chciałabym pracować z dziećmi w przedszkolu i zrobię to.

- Uczę się na mechanika, ale jeszcze nie wiem co będę robił po szkole - mówi jej kolega. - Ja jeszcze nie wiem, czas pokaże. Na razie uczę się na elektryka - dodaje drugi. Trzeci z punków długo milczy. W końcu udaje mi się wydusić z niego odpowiedź: - Ja chcę wiedzieć dla siebie, kim chcę być. To mój bunt.

- Największy bunt to dojść do czegoś przez swoje myślenie - mówi mi potem Robert Brylewski, lider wielu legendarnych, kontrkulturowych formacji, m.in. grającego łagodną muzykę reggae Izraela. - Podoba mi się zespół Ga Ga, a nie podobają mi się ich fani, którzy wogóle nie słuchają ich tekstów, przeżywając na koncercie jedynie atawistyczne odreagowanie.

"Jeśli nie chcesz być ofiarą systemu, musisz zacząć decydować samemu" - śpiewał Izrael w pierwszym dniu festiwalu, kiedy nic nie zapowiadało tego, co miało zdarzyć się dzień później o 17:45. Prawie nic.

Zabrali nam festiwal

Do Jarocina przyjeżdżają przede wszystkim punki. Przyjeżdżają, żeby słuchać swoich zespołów, swojej muzyki. W tym roku zmienił się szef festiwalu i zmieniła się jego zawartość muzyczna. Owszem, był punk rock, ale nie tyle, ile chcieli go mieć weterani imprezy.

Jeszcze pierwszego wieczora grupka punków, którzy nie mieli pieniędzy na bilet, usiłowała wedrzeć się na koncert. Rozproszyła ich policja, którą młodzi ludzie zdążyli obrzucić kamieniami. - Dlaczego to robicie? - zapytałem jednego z punków, jeszcze dyszącego w ogniu walki. - Napieprzamy tych skurwysynów, bo nam zabrali nasz punkowy festiwal.

Drugiego dnia wieczorem na Małej Scenie, dostępnej dla wszystkich za darmo, grała punkowa kapela Smar SW. W czasie koncertu na estradę wtargnęła grupa tańczących punków. Organizatorzy chcieli ich przekonać, żeby zeszli na widownię, ale w końcu pozwolili im zostać na scenie. Wydawało się, że uda się szczęśliwie występ skończyć.

Nagle w połowie jednej z piosenek bramkarze ławą zepchnęli tańczących ze sceny. Stałem wtedy w odległosci pięciu metrów od całej akcji.

- Po co? zapytałem od razu stojącego z boku sceny szefa ochroniarzy.

- Za dużo ludzi weszło, chcieliśmy zepchnąć kilka osób, ktoś się zatoczył - wyjaśniał nieskładnie.

Zespół przerwał występ, a widownia odpowiedziała gradem kamieni. Po kilku wzajemnych szturmach tłum zepchnął bramkarzy ze sceny, po czym zdemolował sprzęt. Kilkanaście osób przewracało głośniki, rzucało bębnami i talerzami. - Co robicie? Krzyczeli ludzie z widowni i wygwizdali niszczących. Jednak sześciuset najbardziej skorych do zwarcia punków z trzytysięcznej widowni (wg szacunków policji), uzbrojonych w sztachety z ławek i kamienie, zebrało się koło sceny, by uderzyć na zgromadzonych nie opodal sceny ochroniarzy.

Po kwadransie przyjechała policja. Razem z ochroniarzami, osłaniając się wielką ciężarówką, ruszyła na tłum. 20 sób trafiło do szpitala - 16 opatrzono i odesłano, trzy wyszły na własne żądanie, a jedna została. Godzinę później organizatorzy usuwali zdemolowany sprzęt. Pomagały im trzy zrozpaczone fanki zespołu Kinsky, który miał wystąpić później. - Po co wam to było?! Wszystko zdemolowane! Teraz Kinsky nie zagra! - krzyczały przez łzy.

Coś niematerialnego

Następnego dnia mała scena jest pusta. Na deskach polegają grupki młodych ludzi. Podchodzę do najostrzej wyglądającej załogi - dziewczyna w czarnej skórzanej kurtce z wyzywającym makijażem, chłopak w złachanym swetrze i włosami postawionymi "na irokeza". Pytam o wczorajszą demolkę.

- Czy niszczenie marzeń i idei jest porównywalne z niszczeniem czegoś materialnego? - zastanawia się Ewa ze Szczecina. Ona przecież czuje się "ofiarą systemu".

Nie opodal przechodzi przechodzi policyjny patrol. Dziewczyna wyciąga z kieszeni gwizdek i dmucha jak może najmocniej.

- Po co ich prowokujesz?

- Nasz wygląd, zachowanie - wiesz my musimy zwrócić na siebie uwagę. Mówi o Ruchu Wyzwolenia Zwierząt działającym na Zachodzie, "który nic by nie osiągnął, gdyby nie wysadził kilku sklepów z futrami". nagle zaparza się: - Co ty o nas napiszesz? Że jesteśmy brudni, że dziwnie wyglądamy. Ty nam ubliżasz!

Na szczęście zmieniamy temat - mówimy o muzyce, kto wygrał Jarocin. Ja mam wyniki wypisane na kartce, oni ich jeszcze nie znają. Daje Ewie tę kartkę w prezencie. Cieszy się jak dziecko, uśmiecha się do mnie.

Może nikt jej niczego ot tak, nie dał w prezencie?

Bomby i autorytety

- Młodzież się radykalizuje, bo ma teraz dużo więcej wolności niż dawniej. Ale dzieje się to na dużo mniejszą skalę niż w bogatych krajach Zachodu, gdzie jest tyle zamachów bombowych, czy w krajach islamskich, Serbii czy Afganistanie - Twierdzi Tomek Lipiński, punkowy weteran z Brygady Kryzys. Jego zdaniem część jarocińskiej publiczności, "najbardziej dynamicznych młodzych ludzi, którzy czegoś szukają" znajdzie sens życia w społeczeństwie. Jednak niektórzy skończą "z twarzą wlepioną w torebkę z klejem".

- Przykład agresji idzie z góry. Skoro, politycy np. z takich partii jak "Samoobrona", mogą robić bezkarnie skandaliczne rzeczy, to młodzi ludzie, zarówno kibice piłkarscy, jak i fani rocka będą ich naśladować - mówi Walter Chełstowski wieloletni szef festiwalu.

- Oni mają kolosalny problem z autorytetem. Szkoła, gazety, rodzice - to im nie odpowiada. Telewizja, która często jest wzorcem, wychowuje do agresji, pooglądaj sobie kreskówki dla dzieci - uważa Robert Brylewski.

Walter Chełstowski: - na pewno są autorytety, tyle że autorytet polega na zaufaniu do człowieka a nie na tym, żeby się go bać.

Mirosław Pęczak: - Prawdopodobne jest pojawienie się w najbliższym czasie liderów młodzieżowych. Takich ludzi jak Owsiak, tylko młodszych. Na tej samej fali kilka lat temu partia zielonych weszła do niemieckiego parlamentu, a w Stanach Zjednoczonych został wybrany "rockowy prezydent" - Bill Clinton.

Pokolenie Clintona czekało na swojego prezydenta ćwierć wieku - od 1968 do 1992 roku. Jak długo będzie czekać na to pokolenie Jarocina?

W stronę Boga

"Jeśli nie chcesz być ofiarą systemu, musisz zacząć decydować samemu" - śpiewał Izrael. I dalej podpowiadał, jak decydować: "Jezus puka do twego serca, on naprawdę kocha cię; tylko On może dać ci tę siłę, abyś mógł wyzwolić się". - Jedynym wyjściem z tego kręgu jest wewnętrzna potrzeba wiary. Młodzi ludzie mają teraz namiastki, ideologie i antyideologie. Może im pomóc tylko siła duchowa, która wynika z wiary w Boga - tłumaczy mi autor tekstu Darek Malejonek, muzyk zespołów Izrael i Houk, długowłosy rocker w łaciatych spodniach i potężnych buciorach.

- Dziś piłem alkohol, więc nie mogę pójść do spowiedzi. Umówiłem się z księdzem na jutro. Chce się zmienić - opowiada mi osiemnastoletni Harry z Ostrowca Świętokrzyskiego, cudownie nawrócony punk. Spotykam go gdy wychodzi z jarocińskiego kościoła św. Jerzego. Podarte spodnie, koszulka z napisem "defloracja" w uchu agrafka. Nie wie jeszcze czy zmieni strój i fryzurę. - Będę się zmieniał powoli. Na lepsze. Najpierw chciałbym przestać wąchać klej i pić alkohol.

Przy kościele dziewczyny ze znaczkami " tak dla Jezusa" rozdają głodnym kanapki z dżemem. - Przychodzą potrzebujący. Ciągnie ich głód chleba, potem przychodzi inny głód: miłości, radości - mówi dwudziestokilkuletni ksiądz, opiekun grupy.

Rytm śmietnika

Ostatni, sobotni koncert zdecydowanie nie podobał się punkowej publiczności. W pewnym momencie niezadwoleni zgromadzili się na środku stadionu i nie zwracając uwagi na płynącą ze sceny muzykę szwajcarskiej grupy The Failures zaczęli swoją zabawę. Skandowali "Jarocin", "Wojewódzki won" (Kuba Wojewódzki - szef festiwalu) i oczywiście "Nasz festiwal". Zaczeli tańczyć. Gdy zapadł wieczór, rozpalili ognisko, wokół którego stanęło w kręgu kilkaset osób - chłopaków i dziewczyn, punków i hippisów, starszych i młodszych. Dwóch "spontanicznych artystów" wybijało rytm na pojemnikach na śmieci. Sporo osób tańczyło dookoła ogniska. Tak bawili się do rana na swoim festiwalu.

Wojciech Staszewski, Fot. Krzysztof Miller, Gazeta Wyborcza, 09.08.1993

  • 0 comments
    No comments yet
  • write comment
    !!! Human Verification Answer Required!

news

website no use cookies, no spying, no tracking
device: computer
country · city: US · Ashburn
browser: CCBot 2 · platform:
counter: 1 · online: 666
created and powered by:
www.RobiYogi.com - Professional Responsive Websites
00:00
00:00
close