"Czuję tu macę i czosnek. Tę imprezę zorganizowali nam Żydzi! - krzyczy ze sceny wokalista zespołu Piersi. - Powitajmy ich tradycyjnym starosłowiańskim sieg heil!"
Jeden z fanów, młody chłopak, którego plecy przykrywa biało-czerwona flaga z wymalowaną swastyką, podnosi w górę prawą rękę i wraz z kilkunastotysięcznym tłumem skanduje kilkakrotnie: sieg heil! sieg heil! sieg heil!
6 sierpnia, godzina 23.00, pierwszy dzień Festiwalu Muzyki Rockowej Jarocin '93.
"Jeśli chodzi o Piersi, to w tym, co robimy, nie ma tak naprawdę żadnej wielkiej filozofii. To po prostu transpozycja, to ukazywanie rzeczywistości w krzywym zwierciadle... w salonie śmiechu" - wyjaśnia Paweł Kukiz. We wcześniejszych wypowiedziach podkreśla, że konwencja jego zespołu jest "kabaretowo-wariacka", a podstawowym gatunkiem uprawianym przez grupę jest pastisz. Obserwując jednak, jak zebrany pod sceną tłum młodych ludzi skanduje faszystowskie okrzyki, czy mam pewność, czy wszyscy oni zachowują zgodny z intencjami wokalisty dystans i traktują jego artystyczną prowokację jako żart. Oskarżanie Kukiza o szerzenie faszystowskiej ideologii byłoby z pewnością nieporozumieniem, ale niekoniecznie zwalniającym go z brania odpowiedzialności. Publiczność jarocińskiego festiwalu jest niewątpliwie zróżnicowana, dużą jednak jego część stanowią ludzie bardzo młodzi, podatni na wpływy i zdezorientowani. Dla nich, oprócz muzyki ważne są słowa, które padają ze sceny, a ich niejednokrotnie słabe wyrobienie estetyczne może sprawić, że nie zrozumieją konwencji i niektóre sformułowania przyjmą dosłownie. Wolałabym się mylić, niemniej taką ewentualność należałaby brać pod uwagę. Być może alternatywą do prezentowanego przez Kukiza "poczucia humoru" mogłaby być reakcja lidera zespołu Armia, który kilka lat temu, po pojawieniu się na widowni transparentu ze swastyką zażądał natychmiast jego zwinięcia, grożąc przerwaniem koncertu.
UTRAFIĆ W GUSTA
Odpowiedzialność za słowa nie była w tym roku mocną stroną także i organizatorów festiwalu. Pierwszego dnia prowadzący koncert Jarosław Janiszewski lansował ze sceny żarty - jak sam to określił - "fekalno-genitalne". Atakowany przez dziennikarzy na konferencji prasowej, organizator odpowiadał, że "takie są gusta jarocińskiej publiczności, a moim zadaniemjest w nie utrafić". Od prowadzącego czwartkowy koncert dowiadujemy się też, że iiny styl nawiązania dialogu z publicznością w zasadzie nie wchodzi w grę, ponieważ jejwiększosć "nie generuje mózgowo".
Jest to zdanie co najmniej niesmaczne w ustach człowieka, który przypina sobie etykietkęprzyjaciela młodzieży, organizującego dla niej muzyczne święto.
Prawdziwe uznanie jako psycholog tłumu zdobył sobie jednak wspomniany konferansjer dopiero słynnym adresowanym do agresywnie zachowującej się grupy punków, wezwaniem: "Plujcie na nich, oni robią to dla pieniędzy" (chodziło o atak na pracujących fotoreporterów). Jej autor określił swą wypowiedź jako "mniejsze zło": w powietrzu czuło się zagęszczenie negatywnej energii. To była szansa na jej rozładowanie".
NASZ FESTIWAL
W piatek 7 sierpnia w czasie porannych przesłuchań na małej scenie grupa agresywnych punków grozi, że jesli nie wystąpi kapela Smar SW to "rozwalą festiwal". Zespół nie został zakwalifikowany do przegladu, alejego członkowie są na widowni. Na realizację swoich żądań zwolennicy Smaru dają organizatorom czas do 16:30. "Kontrolujący w pełni sytuację" organizatorzy zapraszają nascenę Smar SW, który daje 30-minutowy koncert 9regulaminowy czas zakwalifikowanych do konkursu namałej scenie zespołów wynosi 10 minut). Wokalista krzyczy do swoich fanów, że koncert jest skończony, że nie majuż siły. Prowadzący daje do zrozumienia, że nie może zmuszać muzyków do dalszej gry: "Jeśli chcecie, zeby grali musicie postarać się o to sami". Dalszy ciąg jest znany. Najbardziej agresywna część publiczności bierze sprawy w swoje ręce, czego rezultatem jest regularna bitwa na butelki, sztachety, wyłamane z ławek deski i kastety. 18 odwiezionych do szpitala, z czego 4 poddanych hospitalizacji, można uznać za szczęśliwie skromny bilans piątkowych wydarzeń. Pytanie jednak czy można uznać za szczęśliwą, wybrana przez odpowiedzialnych za przebieg koncertu motodę ustępstw wobec najbardziej agresywnych zadymiarzy? Dlaczego impreza ma toczyć się pod dyktando szukających rozróby wyrostków? Moze, gdyby nie byli zadowoleni, moze gdyby dla tej grupy przestał to być "ich festiwal" - to samemu festiwalowi wyszłoby na dobre?
CZYJ FESTIWAL?
Czy Jarocin to jedynie impreza agresywnej sfrustrowanej młodzieży? Atmosfera koncertów na duzej scenie nie potwierdza takich obaw. Na stadionie jest spokojnie. W pewnym stopniu przyczynia siędo tego kontrola przy wejsciu (bramkarze odbierają alkohol, noże, gaz itp.) ale bez wątpienia jest to także zasługą samej publiczności. Pod sceną faluje zbity tłum
Czy Jarocin to jedynie impreza agresywnej i sfrustrowanej młodzieży? Atmosfera koncertów na dużej scenie nie potwierdza takich obaw. Na stadionie jest spokojnie. W pewnym stopniu przyczynia się do tego kontrola przy wejściu (bramkarze odbierają alkohol, noże, gaz itp.), ale bez wątpienia jest to także zasługą samej publiczności. Pod sceną faluje zbity tłum. Z tyłu bawią się tańczący pogo. Pali się kilka ognisk. Siedzący przy jednym z nich chlopak tłumaczy mi:..Możesz tu tańczyć, leżeć, spać nikogo nic nie dziwi, nikt się nie czepia. Przyjeżdżam tu dla tego luzu, muzyki, dla przyjaciół. Wiadomo, że normalnie nie lażę tak ubrany. Stara, w ciągu roku to nawet byś mnie nie spotkała pijanego! Latam na szybowcach, mam licencję. Ale trzeba się zabawić. Szkoda tylko, że łomy robią rozróby. Robi się tu coraz gorzej, nie ma atmosfery. Na koncertach jest jeszcze w miarę, ale jak pomyślisz o tym, że w parku może do ciebie podejść irokez z nożem i wyczyścić cię z forsy, to nie chce się tu przyjeżdżać". Przed barierką odgradzającą publiczność od sceny bawi się Jacek. Od urodzenia na wózku inwalidzkim. Nie mam pracy, w domu tylko książki i video. Wiesz, na ulicy nikt się mną nie zainteresuje, a tu od przedstawiania się boli mnie już ręka. Tu są fajni ludzie, tylko czasem za dużo wąchają. W nocy w parku to czasami się czujesz jak w lakierni". Jacek przyjechał do Jarocina sam. Śpi jak wielu innych "pod chmurką", czyli w parku. Z dworcowego wiaduktu zniosła mu wózek "taka niezła załoga" punków - "nikt tu nie był wobec mnie agresywny". Niestety, nawet na koncertowym pikníku widoczne są
SYMPTOMY PATOLOGII
Nieprzytomny chłopak leży na ziemi. Inny, siedzący obok niego, półprzytomny po "kleju", gasi na jego głowie papierosa.
Jeden z muzyków zwraca się do publiczności: "Uważajcie na handlarzy heroinq. Nie pozwólcie się oglupić. Są ludzie, którzy wyjechali stąd i nigdy już nie byli tacy sami".
Według danych Monaru "ludzie, którzy wyjechali stąd i nigdy już nie byli tacy sami" stanowią około 20 proc. uczestników festiwalu, tyle bowiem młodych osób zdaniem Marka Kotańskiego sięga tu po raz pierwszy po narkotyki. Problemem nie jest jednak heroina, marihuana czy amfetamina, na którą mało kogo byłoby tu stać, ale "klej". Narkotyk łatwo dostępny, tani, zabójczy dla organizmu, w szybkim tempie prowadzi do degeneracji mózgu. Wielu młodocianych uczestników, zwłaszcza tych bawiących się na festiwalu pierwszy raz, stawia sobie za punkt honoru "kiranie samary" (wąchanie kleju). Presja otoczenia jest bardzo silna, a kilka spacerów po parku, w którym odbywają się koncerty, wystarczy, by przekonać się. że jest od kogo przechwycić nałóg. Na wyjście z niego stać niewielů. Najczęściej równa się to wykluczeniu z grupy: "Przyjechałem z kumplami opowiada mi na rynku Bonzo mieliśmy namiot. Oni zostali na polu namiotowym, ja śpię na trawniku. Gadka byla prosta: "nie kirasz z nami? Won!".
Ci, którzy nie mają kleju, zaprawiają się wodą z rozpuszczoną pastą do zębów. Wino jabłkowe (na melinie po 25 tysięcy) kupuje tylko "elita". Wielu nie ma nawet na chleb.
KAPELAN PREZYDENTA
"Te, czarny, jakbyś mi dał coś zjeść, to bym cię kochał" mówi do przechodzącego przez rynek księdza zataczający się chłopak.
'Nie ma sprawy, stary. Prezydent, pokaż mu, gdzie dajemy jeść" odpowiada o. Kazimierz. "Prezydent to równy facet" mówi o oddalającym się punku. "Jest z Gdańska Oliwy. Cztery lata temu dostal w Jarocinie taką ksywę. Spotykam go tu regularnie. Jego i paru innych stałych klientów. Jest jednym z nielicznych, którzy skończyli z narkotykami. Ma teraz dziewczynę, niedługo będzie dziecko". Siadamy na chodniku. "Chcesz wiedzieć, dlaczego przyjeżdżam do Jarocina? Nie dlatego, że jest tu fajnie, bo moim zdaniem nie jest, ale dlatego, że jest tu parę ludzi, których nikt przez cały rok nie zapyta: jak leci? co u twojej dziewczyny? fajnie bylo na koncercie? na jaką kapelę przyjechałeś? itd. Ja jestem tym facetem, który chce ich o to pytać. Poza tym wilka ciągnie do lasu. Zanim wstąpiłem do oblatów, byłem niezły w nunczako. Trenowalem to i potrafilem uszkodzić. Ale w moim życiu przyszła chwila, w której zrozumiałem, że drugi człowiek jest ważny. Wielu z nich jeszcze nigdy tego nie odczuło, ale jestem pewien, że mogą wiele zrozumieć. Nie przyjeżdżam tu nikogo nawracać, chcę z nimi tylko porozmawiać. Z każdym, kto ma na to ochotę. Nieważne, czy mówi do mnie 'ksiądz', 'pan' czy 'czarny', czy jest wierzący, czy niewierzący. Oni muszą wiedzieć, że ktoś się nimi interesuje, że ktoś traktuje ich jak ludzi".
DOWARTOŚCIOWANIE PRZEZ ABNEGACJĘ
- Jestem niczym, rozumiesz, punk to śmieć. Nie ma dla mnie miejsca, nic nie znaczę.
- Ale masz jakiś swój honor?
- Nie mam, nie mam honoru.
- A fajnie ci jest, jak ktoś na ciebie pluje i mówi "brudny, zawszony parch"?
- Nie, ale dla takich jak ty zawsze będę brudny.
- Możesz się, k... umyć! Możesz coś z sobą zrobić!
- Takich jak ja nikt nie potrzebuje...
Kiedy przysłuchuję się tej rozmowie, prowadzonej przez młodego punka z chłopakiem, którego prosi o pieniądze, zastanawiam się, na czym polega fenomen dobrowolnego stawiania siebie na przegranej pozycji. Pewną prawidłowością jest to, że spory procent myślących w ten sposób młodych ludzi nie wytrzymuje presji rzeczywistości. Wielu z nich pochodzi z patologicznych rodzin, dotkniętych alkoholizmem, nędzą, bezrobociem. Nie widzą dla siebie szans wyrwania się z kręgu ludzi gorszej kategorii, a przed poczuciem klęski bronią się porzuceniem wszelkich ambicji, ucieczką od wolności w abnegację. Trudno jednak uwierzyć, że 17-letni chłopak zawsze będzie chciał być śmieciem. Któregoś dnia ta tendencja może przybrać inny charakter. Czy będzie to jakieś zakorzenienie się w rzeczywistości, czy raczej odreagowanie na doznane poniżenia? To już zależeć może od tego, kto będzie miał wpływ na ukształtowanie się tych, jeszcze niedojrzałych, ludzi.
W wielu przypadkach nie będą to rodzice czy nauczyciele, bo ich język jest obcy zdesperowanym i pełnym pretensji do świata. Na dotarcie do ich umysłów mają jednak szanse ludzie, których słuchają w Jarocinie.
Szanuj władzę, szanuj rządy
Szanuj wojsko i urzędy
Szanuj prawo i policję
Kulturalną inkwizycję
Wasze wartości są dla mnie niczym!
Wasze myślenie rozśmiesza mnie!
(Smar SW)
Kiedyś do domu Johna Lennona wdart się narkoman i zadał legendarnemu muzykowi pytanie:
- "Czy wiesz, jaką masz nad ludźmi władzę?
- Nie interesuje mnie to. Nie jestem politykiem, ani socjologiem. Jestem muzykiem.
- A ja jestem nikim, bo uwierzyłem w to, co śpiewałeś. Uwierzyłem, że narkotyki dadzą mi wolność, że to będzie moja droga. Dla mnie jest już za późno, jestem skończony, ale chciałem, żebyś wiedział, że za takich jak ja, ty ponosisz część odpowiedzialności.
Zwracający się ze sceny do młodych ludzi muzycy powinni odpowiedzieć na podobne pytanie i uświadomić sobie, że oni również ponoszą część odpowiedzialności za to, co robią ludzie, dla których są autorytetem. Przekonanie, że ich muzyka nie ma żadnego wpływu na świadomość młodych odbiorców, jest złudzeniem. Taki komfort może mieć Jerzy Połomski, ale Jarocin to nie Opole.
ANNA GUZIK